Minął już tydzień od zakończenia mundialu, poznaliśmy nowego mistrza świata. Południowoafrykański turniej dla wielu przeszedł już do historii, inni będą go jeszcze długo wspominać. Większości impreza na kolana nie rzuciła, jednak kiedy rywalizują ze sobą czołowe reprezentacje świata emocje są gwarantowane. Nie zabrakło więc interesujących spotkań, ładnych bramek, dramatycznych rozstrzygnięć i choć wygrał zdecydowany faworyt, nie zabrakło niespodzianek. Mundial zakończył wiele pięknych reprezentacyjnych karier, ale z drugiej strony odkrył nowe gwiazdy, które mogą odgrywać decydującą rolę podczas EURO 2012, dla nas przecież szczególnie ważnym turnieju. Zanim przejdziemy do nowego sezonu ligowego, ja w tym wpisie chciałbym podzielić się swoimi odczuciami po MŚ 2010.
Rozczarowania
Każdy mundial to nie tylko wielcy wygrani, ale nie może być inaczej skoro co cztery lata mistrzostwo świata jest celem postawionym przed wieloma reprezentacjami, a tylko jedna z nich może go osiągnąć. W RPA doszło do bezprecedensowej sytuacji, w której swoje występy już na fazie grupowej musieli zakończyć mistrzowie i wicemistrzowie świata, a także gospodarze imprezy. O ile odpadnięcie RPA w pierwszej fazie można było przewidywać z uwagi na trudną grupę, o tyle odpadnięcie Włochów i Francuzów to już dramat dla tych bogatych w piłkarskie tradycje nacji. Tym bardziej, że dla “Tricolores” to już drugi wielki turniej po EURO 2008, w którym kończą oni swoją przygodę właśnie w fazie grupowej. Francja nie ma dziś reprezentacji z prawdziwego zdarzenia i przed nowym selekcjonerem Laurent Blanc bardzo trudne zadanie. Dla wielkiej gwiazdy światowego futbolu ostatnich lat Thierry’ego Henry to przykry koniec przygody nie tylko z narodowym zespołem, ale być może także z piłką w ogóle, bo przecież występy w MLS to już piłkarska emerytura. Nie wiadomo jeszcze, co stanie się z Nicolasem Anelką, przed którym Blanc nie zamyka drzwi do kadry, ale pod warunkiem oficjalnych przeprosin. Czy krnąbrnego piłkarza Chelsea będzie stać na taki gest? Największy problem Francuzów - po odejściu Zidane’a - polega jednak na braku prawdziwego lidera w środku pola, bo póki co Yoann Gourcuff, mimo olbrzymiego potencjału, nie spełnia pokładanych nadziei (plotki głoszą, że może mieć na to wpływ jego konflikt z tzw. “starszyzną”). Blanc doskonale zna Gourcuffa z współpracy z Bordeaux, która przyniosła w sezonie 2008/2009 mistrzostwo Francji i może właśnie teraz uczyni z niego playmakera chociaż w jakimś stopniu nawiązującego do Zizou. Lidera zabrakło także Włochom, wskutek kontuzji Buffona i fatalnej postawy Fabio Cannavaro. Może warto było jednak zaryzykować i do RPA zabrać ciągle świetnego przecież w Romie Francesco Tottiego?
To jednak nie jedyni przegrani niedawnych MŚ. Trudno nie wspomnieć o Brazylijczykach. Dunga zrezygnował z kilku gwiazd, ale ćwierćfinał to dla 5-krotnych mistrzów świata zdecydowanie wynik poniżej oczekiwań. Zarzucano Dundze, że próbuje zrobić z Brazylii drużynę grającą trochę na styl Włochów (oczywiście nie tych w aktualnej formie), czyli mało efektownie, ale skutecznie i patrząc na efekt końcowy, trudno się z tym nie zgodzić. Można zadać podobne pytanie, co powyżej. Czy w trudnych chwilach nie przydałby się Ronaldinho, chociażby jako zmiennik? Czy nie przydałby się zawodnik “robiący różnicę” przy stanie 1:2 w meczu z Holandią? Brazylia ma cztery lata na zbudowanie drużyny, przed którą cel jest oczywisty. Wygrać mundial, tym bardziej, że rozgrywany na własnym terenie.
Zawiedzeni mogą być też Anglicy, którzy najpierw mieli ogromne problemy z wyjściem z grupy, by później dostać lanie od wielkiego rywala - Niemców. Długo wydawało się, że nie do zatrzymania jest Argentyna, aż do meczu z świetnie zorganizowaną drużyną Niemiec, zakończonego wysoką porażką 0:4.
W tym momencie niestety trzeba wspomnieć o kolejnym rozczarowaniu MŚ w RPA. Nigdy nie dowiemy się już, jaki wpływ na wynik meczu (a może w ogóle całych mistrzostw) Anglia-Niemcy miał ogromny błąd sędziów, którzy nie uznali bramki Lamparda. Pokrzywdzeni zostali też Meksykanie, którzy dzielnie radzili sobie z Argentyną do momentu bramki Teveza, strzelonej z ewidentnego spalonego. A przecież dyskusyjnych decyzji arbitrów można by wymienić jeszcze bardzo dużo. Dodam tylko, że jeszcze przed afrykańskim turniejem byłem przeciwnikiem wprowadzenia powtórek i innych nowinek technicznych dla sędziów, ale teraz nie mam już żadnych wątpliwości.
Ostatnie rozczarowanie, o którym trzeba wspomnieć to bardzo słaba oprawa mundialu stworzona przez TVP i niebywale wręcz niski poziom, jaki zaprezentowali komentatorzy. Niestety spowodowało to, że wielu z nas nie odczuło wielkiej atmosfery, jaka powinna towarzyszyć takiej imprezie.
Pozytywy
Na szczęście, poza długą listą niepowodzeń i rozczarowań tego mundialu, można także doszukać się dobrych stron. Największymi wygranymi są oczywiście mistrzowie świata Hiszpanie, którzy podnieśli się po porażce ze Szwajcarią i choć można dyskutować, czy to oni byli tak dobrzy, czy też rywale słabi, jednemu zaprzeczyć się nie da. To obecnie najlepsza drużyna świata. Doskonale wypadli też Niemcy, którzy ostatecznie wrócili do domu jedynie z brązowymi medalami, co na pewno ich nie zadowoliło. Nasi sąsiedzi pokazali momentami świetny futbol, oparty na zabójczych kontrach, a przecież trzeba pamiętać, że przed mistrzostwami stracili swoją największą gwiazdę. Już teraz można powiedzieć, że będą jednymi z głównych faworytów najbliższego EURO. Trzecie miejsce Niemiec udowadnia tezę, że zawsze podczas takich imprez są groźni, ale na pewno mieli apetyt na więcej.
Wicemistrzostwo świata to wielki sukces Holandii, chociaż po przegranym finale musiał pozostać pewien niedosyt. Kto wie, jak zakończył by się konkurs rzutów karnych, gdyby zwycięskiej bramki w dogrywce nie zdobył Iniesta, albo co wydarzyłoby się, gdyby swoje okazje wykorzystał Arjen Robben? Holendrzy nie zachwycili stylem gry, ale drugie miejsce na mundialu nie może być przypadkiem.
Dużo emocji przysporzyli też Urugwajczycy, którzy po pewnym wyjściu z grupy, wyeliminowali Koreę Południową, a w meczu z Ghaną byli już jedną nogą za burtą, by ostatecznie wygrać w rzutach karnych. Później zafundowali nam dwa doskonałe mecze z Holandią i Niemcami, jednak niestety oba przegrane 2:3. Słowa uznania należą się też Ghanie. Gdyby Gyan wykorzystał “jedenastkę” w 120. minucie meczu z Urugwajem dziś pewnie mówilibyśmy o nich równie dużo, co o Diego Forlanie i jego kolegach. Swoje małe sukcesy w RPA odnieśli też piłkarze Paragwaju, Słowacji czy Nowej Zelandii, jedynej niepokonanej drużyny w tych MŚ. Co ciekawe, wszystkie te drużyny okazały się w fazie grupowej lepsze od byłych już mistrzów świata Włochów.
Najwięksi wygrani (personalnie)
W pierwszej kolejności wypada wymienić kapitanów obu ekip, które zmierzyły się w finale. Iker Casillas wzniósł Puchar Świata, a szczególnie z dobrej strony pokazał się właśnie w tym decydującym meczu. Swojego marzenia nie spełnił za to Giovanni van Bronckhorst, ale przecież drugie miejsce MŚ to także ładne ukoronowanie jego kariery, a jego przepiękna bramka z półfinałowego meczu zapadnie w pamięć nie tylko fanom “Oranje”. Dla mnie jednak największym wygranym tego mundialu jest ten, który - choć postawą w turnieju na to zasłużył - wrócił do domu bez medalu, ale za to z tytułem króla strzelców i najlepszego piłkarza turnieju - Diego Forlan. Wielki piłkarz, choć mało medialny, przez co rzadko zaliczany do najlepszych na świecie, dotąd na pewno nie do końca doceniany. “Złoty But” z uwagi na największą liczbę asyst spośród najlepszych strzelców przypadł niespełna 21-letniemu Thomasowi Mullerowi, co jest jego ogromnym osiągnięciem. Niemiec na mundialu wypadł doskonale, podobnie zresztą jak kilku innych jego kolegów, m.in. Mesut Ozil, którego dobra postawa może zaowocować głośnym transferem. Wyróżnić trzeba też Klose i Podolskiego, czy Schweinsteigera, który pokazał, że można godnie zastąpić nawet Michaela Ballacka. Hiszpański snajper Barcelony, David Villa został natomiast królem strzelców drugiej z rzędu dużej imprezy po EURO 2008. Ostatni z piłkarzy, który na boiskach w RPA ustrzelił 5 bramek - Wesley Sneijder do swoich wielkich sukcesów klubowych z zeszłego sezonu dołożył wicemistrzostwo świata i także tytuł króla strzelców. Nieźle zapowiada się też kariera wchodzącego z ławki Meksykanina Javiera Hernandeza, który trafił do Manchesteru United i pozostaje mu życzyć, aby zrobił na Old Trafford większą karierę niż wspomniany wcześniej Diego Forlan. Wielkie brawa należą się też Robertowi Vittkowi, słowackiemu strzelcowi 4 bramek na mundialu.
Mundial a sprawa polska
Oglądanie najlepszych reprezentacji oraz piłkarzy świata zawsze powoduje, że staram się zlokalizować w tej układance miejsce Polski. Zastanawiam się nawet, czy w RPA wystąpiła drużyna, którą na dzień dzisiejszy Polska byłaby w stanie pokonać i mam co do tego wielkie wątpliwości (może Francja?), ale cierpliwość czasem popłaca. Do EURO 2012 pozostały jeszcze dwa lata, a ten czas minie szybko. Obyśmy nie obudzili się - jak w przysłowiu - z ręką w nocniku, kiedy okaże się, że szanse na wyjście z grupy są jedynie iluzoryczne. Trzeba jednak być optymistą. Mundial w RPA pokazał, że nie trzeba mieć wielkich piłkarzy, aby być solidną drużyną. My, póki co wielkich piłkarzy nie mamy, ale może w dwa lata Robert Lewandowski podbije Bundesligę, a później zostanie gwiazdą polsko-ukraińskiego EURO 2012?